(skoro wypada to gdzieś zrobić…)
par fsz site polonais-et-potasse.com
1) autor « pamiętników polskich », zwanych w skrócie « mempol »,
2) jestem Franciszek Szulc, w skrócie fsz.
W mieście
3) Urodziłem się 01-07-55 w F68310 Wittelsheim, przy 16 rue Madame (a nie Marie, nie bez powodu…) Curie, w górniczym osiedlu MDPA (Mines domaniales de Potasse d’Alsace) Grassegert, rzut kamieniem od stadionu ASCA na północy i rzut kamieniem od sali wiejskiej znanej jako « Grassegert Hall » na południu.
4) Mam polskie korzenie zarówno po stronie ojca, jak i matki, jestem synem, wnukiem i siostrzeńcem polskich górników, którzy wyemigrowali do Zagłębia Potasowego w 1927 i 28 roku, pracując głównie w kopalniach Rodolphe i Amélie I; mam powiązania rodzinne w kilku gminach Zagłębia, oprócz Wittelsheim, w Bollwiller, Pulversheim, Staffelfelden, Wittenheim i Ensisheim: naprawdę czuję, że pochodzę z całego Zagłębia…
5) Oczywiście połykałem język polski od dziecka i jestem jednym z niewielu, którzy rozwinęli ten początkowy kapitał kulturowy… do tego stopnia, że uzyskałem bardzo skromny dyplom z języka i kultury polskiej na polskim uniwersytecie w Poznaniu (1977); nie jest to błyskotliwa kwalifikacja, ale wyraźnie wskazuje na obóz, w którym się znajduję, czyli tych, którzy kochają wiedzę i myślenie na własnych nogach.
W kaplicy
6) Jeśli chodzi o religię, powiedzmy, że ze strony mojego ojca nic nie robiło się bez (polskiego) proboszcza, a ze strony mojej matki nic nie robiło się z proboszczem (byliśmy « normalnie » wierzący, ale antyklerykalni, trzymaliśmy się z daleka od duchownych, którzy, jeśli mogę tak powiedzieć, nie byli w zapachu świętości ; Nie przeszkadzało mi to jednak przez siedem lat (62-69) służyć do mszy za proboszcza Bieszczada (który podjął poważną próbę wciągnięcia mnie do seminarium, oczywiście polskiego, w regionie paryskim) w kaplicy St-Jean Bosco na pobliskim osiedlu Wittelsheim-Langenzug, gdzie zostałem ochrzczony, gdy miałem piętnaście dni.
W szkole
7) Ukończyłem collège w Wittelsheim i liceum w Miluzie. Następnie studiowałem literaturę współczesną na uniwersytecie w Strasburgu, co moim zdaniem było dość gruntowne i z czego jestem bardzo dumny – naprawdę dobre, solidne studia! i które uważam za najlepsze z tego, co mam: to, czego się nauczyłem, jest moje, nie można mi tego odebrać. Oprócz francuskiego (należy tu ostrożnie używać partykuły niepełny, ponieważ nikt nigdy nie będzie w stanie mówić w całym języku) i polskiego, oczywiście, znam również niemiecki (z którego rozwinąłem również zainteresowanie dialektem alzackim: co? urodziłem się w Alzacji, jestem Alzatczykiem!), angielski i włoski, nie zapominając o łacinie.
W pracy
8) Zawodowo służyłem Education Nationale przez czterdzieści dwa lata (75-17), głównie jako nauczyciel francuskiego, ale także, poza moimi ustawowymi obowiązkami, historii-geografii, łaciny, a nawet niemieckiego, a także wiedzy obywatelskiej, a nawet prawa pracy! Można więc powiedzieć, że moje doświadczenie w nauczaniu było dość bogate i zróżnicowane. Jest to tym bardziej prawdziwe, że uczyłem w collèges (zwłaszcza przez siedem lat w Wittelsheim-Mermoz: 84-91), a zwłaszcza przez dwadzieścia sześć lat w Wittenheim, najpierw we François-Mauriac (91-97), a następnie w Irène-Joliot (od 97 do 17), a także w lycées (Eseu, czyli specjalny egzamin wstępny na studia uniwersyteckie: 87-92) i na studiach licencjackich (jedenaście lat na Université de Haute-Alsace w Miluzie i tak, tak! na IUT w ramach szkolenia wstępnego (81-88), w tym przypadku na Wydziale Mechanicznym i Inżynierii Produkcji, oraz w Serfa (87-92), w ramach kształcenia ustawicznego dla dorosłych (w szczególności w ramach przygotowań do egzaminów konkursowych w celu rekrutacji kontrolerów i inspektorów poczty i telekomunikacji): mówiąc to, chcę jasno powiedzieć, że idea « promocji społecznej » była dla mnie bardzo interesująca, podobnie jak idea « Szkoły Drugiej Szansy », aby użyć bardziej ugruntowanego dziś wyrażenia.
W Maison des Jeunes
9) W wolnym czasie byłem bardzo zaangażowany w pracę społeczną: prezes MJC (czyli Maison des Jeunes et de la Culture) w Wittelsheim (prowadzonego przez naddynamicznego Władysława Łabowicza, w 1980 r.), następnie prezes-założyciel jego następcy Clpp (2008-13), członek-założyciel Maison du Mineur (1984 r, z moim przyjacielem Dominikiem Bannwarthem, przyszłym redaktorem naczelnym dziennika « L’Alsace »), wiceprezes « Amitié franco-polonaise » (pod przewodnictwem fenomenalnej Annabelle Wersinger z Wittenheim, w latach 81-13): Interesowałem się wieloma rzeczami (zbyt wieloma? ), od kultury popularnej po pomoc humanitarną.
W ratuszu
10) Byłem w bliskim kontakcie z René Arnoldem od 1968 roku, jako członek klubu filmowego MJC, który prowadził z wielkim sukcesem, aw 1977 roku zostałem najmłodszym członkiem rady miejskiej, której był atrakcyjnym (centrystycznym) burmistrzem, wybranym w pierwszej turze z listy « Entente communale ». Arnold był ważnym dorosłym wzorem do naśladowania w moich wczesnych latach. Nie powstrzymało mnie to przed wezwaniem do głosowania na Mitterranda w wyborach prezydenckich w 81 r. (mieliśmy już dość Giscarda…), co doprowadziło mnie do wstąpienia do PS lub Partii « Socjalistycznej » (w rzeczywistości nie dość socjalistycznej), aż do wyborów parlamentarnych w 88 r., kiedy to uwolniłem się – i do dziś! W 86 r., pod szyldem socjalistów, kandydowałem w wyborach regionalnych, co prawda na niekwalifikującej się pozycji, ale jako pierwszy obywatel Alzacji polskiego pochodzenia, który kandydował w wyborach ponadgminnych (mimo wszystko robiliśmy pewne postępy w integracji obywatelskiej, ale, jak mówią, nie było to łatwe, co za koszmar, bo miejsca były drogie).
W gazecie
11) Okoliczności (czy los?) podyktowały mi opublikowanie w « L’Alsace-Jeunes » (docelowym dodatku do gazety codziennej), w lutym 72 roku (nie miałem jeszcze siedemnastu lat!) pierwszego, ogólnego artykułu na temat Maisons des Jeunes et Culture (ośrodków młodzieżowych i kulturalnych). ) mój pierwszy artykuł, ogólny, na temat Maisons des Jeunes et de la Culture (od szkoły średniej uważano mnie za co najmniej bardzo dobrego w pisaniu; w 3e, w czasie poprawiania prac, nauczyciel regularnie odczytywał moją kopię klasie, w ramach hi, hi, słodkiego wspomnienia, pierwszego rodzaju gwiazdorstwa, jakby to powiedzieć… ale, co ciekawe, moje kostki nie puchły…).
12) Kilka tygodni po tej pierwszej publikacji (która zmartwiła moich rodziców: nie mogłem wyróżniać się z tłumu, to tylko doprowadziłoby do kłopotów) poznałem magnetycznego dziennikarza Jean-Jacquesa Webera, pseudonim jjw, który później zrobił wielką karierę polityczną (burmistrz, członek parlamentu, przewodniczący Rady Generalnej…), jedno z najbardziej decydujących spotkań w moim życiu. Nastolatek, którym wciąż byłem, dosłownie rzucił mu się na głowę, by zaoferować swoje usługi; chciałem nadal pisać do gazety i wyróżniać się w ten sposób, więc został moim mentorem jako korespondent lokalnej prasy, początkowo koncentrując się na wiadomościach interesujących młodych ludzi, a wkrótce, gdy tylko zdano sobie sprawę, że całkiem dobrze mówię po polsku, stał się koniem trojańskim dla kaczki w dużej polskiej « społeczności » w okolicy (szacowanej w 72 r. na maksymalnie 15 osób). Musiałem poprawić « współczynnik penetracji » gazety w tym swego rodzaju « indiańskim rezerwacie », gdzie Polacy nadal byli w dużej mierze zapatrzeni do wewnątrz. Na początku trochę ociągałem się z podjęciem się tej roli, ale potem w to wszedłem i teraz chcę to doprowadzić do końca, tutaj z wami, drodzy sympatycy.
Relacjonowanie « polskiego życia
13) Od ’72 do ’92 roku, w zależności od tego, co się działo i w wolnym czasie, udało mi się opublikować około dwustu artykułów na tematy polskie, od dość istotnych do bardzo istotnych. Publikuję je tutaj ponownie; stanowią one podstawę, pierwszy korpus, na papierze, tych « wspomnień ». Uzupełniam je całą serią nowszych tekstów napisanych na nośnikach elektronicznych (logicznie oznaczonych literą « e »), tak aby mniej więcej ująć całość zagadnienia: czego możemy się nauczyć ze stu lat (początek imigracji określam na rok 1924) polskiej obecności w alzackim dorzeczu potasu i w Miluzie?
Hołdy
14) Muszę wyrazić uznanie dla humanistycznej życzliwości « L’Alsace » w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, dzięki której możliwe było wydanie szeregu publikacji, ośmielę się powiedzieć niespotykanych, promujących wiedzę o polskim partykularyzmie pod wieloma kątami, zarówno pod względem ilości, jak i powierzchni, publikacji, które byłyby dziś nie do pomyślenia bez postawienia gazety na głowie.
15) I muszę tu złożyć jeszcze większy hołd Jeanowi-Jacques’owi Weberowi, temu wielkiemu dziennikarzowi, temu światłemu politykowi, temu prostemu człowiekowi, który był tak dobry i tak ludzki. Gdybym miał podsumować w jednym zdaniu sposób, w jaki zawsze wspierał moje projekty redakcyjne – w szczególności moje dwie broszury na temat folkloru, w latach 90-92 (publikuję je również w całości na tym blogu), ujrzały światło dzienne tylko dzięki niemu – chętnie uczyniłbym moim własnym to powszechnie znane zdanie z Magnificat (wybaczcie ten wybuch powagi): « Potężny uczynił dla mnie cuda… » (Uśmiechnij się, jesteś filmowany!). Ach, prezydencie, jakże jestem szczęśliwy, mogąc powiedzieć tu i teraz, że jestem ci dłużny i wdzięczny! I to już od ponad pięćdziesięciu lat!
Zdobywca medalu
16) Aby w jakiś sposób nagrodzić się za działalność na rzecz dobra kultury polskiej, w 97 roku zostałem Kawalerem Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej (tego ustanowionego w 1974 roku dla cudzoziemców i Polaków mieszkających za granicą, a nie poprzedniego o tej samej nazwie, pochodzącego z lat 20-tych XX wieku). Do dziś jestem najmłodszym w Zagłębiu Potasowym (42 lata) posiadaczem tego bardzo poważnego odznaczenia, które zawdzięczam interwencji prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, któremu osobiście mnie przedstawił, Wacław Janas, wpływowy przyjaciel « Amitié franco-polonaise », były wiceminister kultury i minister pełnomocny przy Radzie Europy, który ma jedną z najlepszych książek adresowych w kraju; Odrzucił stanowisko ambasadora w Brukseli z powodów zdrowotnych: Jaka szkoda… Ostatecznie przyjąłem to odznaczenie głównie po to, by zaimponować mojemu wojskowemu dziadkowi Félixowi, który obserwuje mnie stamtąd i który musiał powiedzieć do mojej babci Victorii: « Patrz, co ten chłopak teraz zrobi? » Śmieję się, jak możesz sobie wyobrazić… Ale mimo wszystko jestem dumny, nic na to nie poradzę, skłamałbym, gdybym powiedział inaczej; w każdym razie, to już zostało powiedziane, więc przejdźmy dalej… Muszę jednak dodać, że zasadniczo zachowuję całkowitą powściągliwość w kwestii medali, ponieważ są one tak wielkim źródłem niesprawiedliwości: są tacy, którzy je mają, a nie zawsze powinni je mieć, i tacy, którzy ich nie mają, a powinni je mieć…
Czytanie jest królem!
17) A teraz, jako niestrudzony nauczyciel, który wciąż chce przekazywać wiedzę i idee, zachęcam was, zwłaszcza tych młodszych, do czytania, a nie zapamiętywania, do poświęcenia czasu potrzebnego na prawdziwe, analityczne czytanie; nie bądźmy ludźmi, którzy chcą skończyć, zanim zaczną, nie poddawajmy się społeczeństwu klikania-przyciskania-przycisku, w każdym razie mempol to nie ekspres do kawy… Dziękuję za przyjazne towarzystwo na tym blogu. Jeśli lubisz Polaków, nalegam: czytaj i czytaj powoli; czytanie to prawdziwa miłość.
18) Photo-caption: casual selfie z 24-09-23; bardzo podoba mi się « psotno-facetowy akcent », który z pewnością w nim dostrzeżesz, aby mnie zadowolić, ponieważ jest to dość powszechna cecha pracy mempola, swego rodzaju znak towarowy, nieodzowna oznaka niezależności umysłu i wolności wypowiedzi…
19) Napisano 04-10-23; materiał chroniony prawem autorskim (francuska ustawa z 11 marca 1957 r.).
—————————————————————————–