e-mémpol X – Les Polonais de l’an 2000 à nos jours
Les drapeaux polonais de France
Un généreux livre- passage en revue vient de paraître, où nous existons !
1) Monika Salmon, dotée de nombreuses qualifications universitaires, vient de me faire parvenir son dernier livre-événement, en français, intitulé « Les couleurs de l’exil », où « couleurs » est mis en jeu de mots pour « drapeaux », à partir desquels l’auteur nous restitue l’histoire des associations polonaises de France.
2) Un livre donc sur, ou à partir, des drapeaux des Polonais de la nouvelle région des Hauts-de-France,, essentiellement massés il y a cent ans, ces Polonais, rappelons-le, dans les 59-62, ou départements du Nord-Pas-de-Calais, terres du charbon à extraire des mines pour faire prospérer la France, qui avait besoin de bras, alors que la Pologne ressuscitée de 1918 en avait, et dont elle ne savait déplorablement que faire, sinon de les pousser à l’émigration.
3) Indéniablement, à cause du point de vue adopté, de remonter aux gens à partir des objets qui les représentent, l’ouvrage sera remarqué, dans la bibliographie sur le patrimoine culturel polonais en France, et même sera très difficile à dépasser, et pour au moins très longtemps regardé comme une somme, de référence.
4) Il s’agit en effet d’un travail fort riche de près de 500 pages, et en outre pas seulement compilatoire, mais bien raisonné et théorisé, qui permet de faire le tour de dizaines et de dizaines d’associations dûment classées, catégorisées, de retrouver leur inspiration, leur manière de fonctionner, de voir leurs forces et faiblesses, leur évolution, leur apogée et leur déclin, inévitable déclin, avec le sentiment de laisser un monde derrière soi, tout simplement l’ère industrielle, du XXème siècle, et ses confortables certitudes, économiques, sociales, axiologiques.
5) On a eu depuis les origines que trop tendance à réduire les Polonais de France à ceux des 59-62. Les petites communautés polonaises implantées sur le territoire national, celles de Lorraine, d’Alsace, du Massif central, ont toujours été négligées, dans l’ombre de leur grande, très grande, sœur, souris dans l’ombre d’un éléphant. Or Salmon il y quelques semaines me surprend, et agréablement, en me contactant, ce qui me fait plaisir, pour me signaler son travail en voie d’achèvement, et surtout pour me dire son souhait d’intégrer, dans sa vision, « mes » deux drapeaux étudiés sur « mon » site (pour plus ample informé, se servir du moteur de recherche), ceux d’Oswiata-Wittenheim, et de la Filia-Mulhouse, bien représentatifs de la potasse d’Alsace, l’un confessionnel l’autre laïc, en effet, et tous deux déjà centenaires, et en état matériel d’être montrés au public immédiatement. Pendant un temps, en 2025, années électorale, j’ai fait effort pour transmettre les deux bannières aux musées municipaux de Mulhouse, mais cela n’a pas pu aboutir convenablement (Je reviendrai sur ce pitoyable épisode plus tard, et sévèrement ; mais notons quand même tout de suite que la majorité municipale sortante, avec laquelle il s’est avéré impossible de coopérer valablement, grosse déception, grosse fatigue,vient dans les urnes d’être très sèchement battue.)
6) C’est ainsi que le livre présente en photos, et dans une belle qualité d’édition, les deux faces d’Oswiata, au titre de « l’éducation populaire » (sic), à la page 429, et celles de la Filia, au titre des « luttes sociales » (sic), page 436. Salmon s’acquiert donc d’emblée le mérite, que nous applaudissons avec reconnaissance, de ne pas nous passer par pertes et profits, au contraire nous figurons, à notre juste place, modeste (Les Polonais de F68 Mulhouse et mines de potasse, rappelons-le aussi, ne représentent environ que le cinquantième de l’effectif immigré polonais dans le pays entre les deux guerres, au plus fort de la vague migratoire.), mais réelle, différente de zéro, si bien que j’ai pu la remercier par courriel en lui disant qu’elle a mis deux gouttes de Bassin potassique alsacien dans un océan de Nord-Pas-de-Calais. Encore une fois, ici, joyeux et chaleureux merci à elle, de s’efforcer de rendre compte du fait polonais en France, en tenant compte, au moins symboliquement, de certains de ses détails et nuances. Il n’y a pas que Goliath, il y a aussi David.
7) Reste de ma part, obligatoirement vu mon ancien métier de prof de Lettres françaises, une légère réserve de vocabulaire, une « futilité » me direz-vous : pourquoi, Madame, parlez-vous si intensivement de « vexilles », alors qu’on se fait facilement comprendre de beaucoup plus de gens en disant, ce que je vais en ce qui me concerne continuer à faire (en hommage à La Bruyère), « drapeaux, bannières, étendards », termes de registre de langue courant ? A mes yeux, jargonner est risqué.
8) Nos illustrations : bien sûr, la 1ère et la 4ème de couverture du magnifique nouveau volume des œuvres historiennes de Monika Salmon, grande servante de la bonne cause polonaise ! Dommage qu’elle ne m’ait pas, ou pas encore, procuré de photo d’elle, malgré ma demande ; il n’y en a pas non plus, et c’est à remarquer, aujourd’hui comme une curiosité, sur sa quatrième de couverture pour accompagner la présentation de son « profil » : quel rarissime effacement !
9) Fait le 09-04-26 par fsz ; matériel protégé par le droit d’auteur (loi française du 11 mars 1957).
e-mémpol X – Polacy od 2000 roku do dziś
Polskie flagi we Francji
Właśnie ukazała się obszerna książka przeglądowa, w której jesteśmy obecni!
1) Monika Salmon, posiadająca liczne wykształcenie wyższe, właśnie przesłała mi swoją najnowszą, głośną książkę w języku francuskim, zatytułowaną „Les couleurs de l’exil” („Kolory wygnania”), gdzie słowo „kolory” stanowi grę słów nawiązującą do „flag”, na podstawie których autorka przedstawia nam historię polskich stowarzyszeń we Francji.
2) Jest to zatem książka o flagach Polaków z nowego regionu Hauts-de-France, gdzie skupili się oni głównie sto lat temu, Polacy ci, przypomnijmy, w departamentach 59-62, czyli w regionie Nord-Pas-de-Calais, na terenach, gdzie wydobywano węgiel z kopalń, aby zapewnić dobrobyt Francji, która potrzebowała rąk do pracy, podczas gdy odrodzona w 1918 roku Polska miała je, ale niestety nie wiedziała, co z nimi zrobić, poza popchnięciem ich do emigracji.
3) Niewątpliwie, ze względu na przyjęty punkt widzenia, polegający na śledzeniu losów ludzi na podstawie przedmiotów, które ich reprezentują, dzieło to zostanie zauważone w bibliografii poświęconej polskiemu dziedzictwu kulturowemu we Francji, a nawet będzie bardzo trudne do przebicia i przynajmniej przez długi czas będzie postrzegane jako kompendium wiedzy, jako punkt odniesienia.
4) Jest to rzeczywiście bardzo bogata, licząca prawie 500 stron praca, która nie jest jedynie kompilacją, ale zawiera przemyślane i teoretyczne rozważania, pozwalające zapoznać się z dziesiątkami stowarzyszeń, starannie sklasyfikowanych i podzielonych na kategorie, odkryć ich inspiracje, sposób funkcjonowania, dostrzec ich mocne i słabe strony, ich ewolucję, ich rozkwit i upadek, nieunikniony upadek, z poczuciem pozostawiania za sobą świata, po prostu epoki przemysłowej XX wieku i jej wygodnych pewników – ekonomicznych, społecznych i aksjologicznych.
5) Od samego początku mieliśmy zbytnią skłonność do sprowadzania Polaków we Francji wyłącznie do tych z regionów 59-62. Małe społeczności polskie osiedlone na terenie całego kraju, takie jak te w Lotaryngii, Alzacji czy Masywie Centralnym, zawsze były pomijane, pozostając w cieniu swojej wielkiej, bardzo wielkiej siostry – niczym mysz w cieniu słonia. Jednak kilka tygodni temu Salmon miło mnie zaskoczył, kontaktując się ze mną, co mnie ucieszyło, aby poinformować mnie o swojej pracy, która jest na ukończeniu, a przede wszystkim, aby powiedzieć mi o swoim pragnieniu włączenia do swojej wizji „moich” dwóch flag, które są omówione na „mojej” stronie (aby uzyskać więcej informacji, skorzystaj z wyszukiwarki), flagi z Oswiata-Wittenheim i Filia-Mulhouse, dobrze reprezentujące potaż z Alzacji, jedna wyznaniowa, druga świecka, i obie mające już ponad sto lat, a także w stanie, w którym można je od razu pokazać publiczności. Przez pewien czas, w 2025 roku, w roku wyborczym, starałem się przekazać te dwie flagi miejskim muzeom w Mulhouse, ale nie udało się tego zrobić w odpowiedni sposób (wrócę do tego żałosnego epizodu później i to surowo; ale od razu zauważmy, że ustępująca większość miejska, z którą okazało się niemożliwe wartościowe współdziałanie – wielkie rozczarowanie, wielkie zmęczenie – została w wyborach bardzo surowo pokonana).
6) W ten sposób książka przedstawia na zdjęciach, w pięknym wydaniu, obie strony „Oświaty” pod hasłem „edukacji ludowej” (sic) na stronie 429 oraz strony „Filii” pod hasłem „walk społecznych” (sic) na stronie 436. Salmon zasługuje więc od razu na uznanie, które przyjmujemy z wdzięcznością, za to, że nie pominął nas milczeniem, a wręcz przeciwnie – umieścił nas na właściwym miejscu, skromnym (Polacy z F68 Mulhouse i kopalń potasu, przypomnijmy, stanowią jedynie około jednej pięćdziesiątej polskiej imigracji w kraju w okresie międzywojennym, w szczytowym momencie fali migracyjnej), ale rzeczywistej, niezerowej, tak że mogłem jej podziękować w e-mailu, pisząc, że dodała dwie krople z alzaskiego basenu potasowego do oceanu Nord-Pas-de-Calais. Jeszcze raz, w tym miejscu, serdeczne i gorące podziękowania dla niej za to, że stara się opisać polską rzeczywistość we Francji, uwzględniając, przynajmniej symbolicznie, niektóre jej szczegóły i niuanse. Nie ma tylko Goliata, jest też Dawid.
7) Z mojej strony pozostaje, co jest nieuniknione ze względu na mój dawny zawód nauczyciela języka francuskiego, pewna skromność słownictwa, „błaheść”, jak byście powiedzieli: dlaczego, proszę pani, mówi pani tak intensywnie o „vexilles”, skoro łatwo można się porozumieć z wieloma ludźmi, mówiąc – co ja, ze swojej strony, będę nadal robić (w hołdzie La Bruyère’owi) – „flagi, sztandary, chorągwie”, czyli terminy z języka potocznego? Moim zdaniem używanie żargonu jest ryzykowne.
8) Nasze ilustracje: oczywiście okładka i tylna okładka wspaniałego nowego tomu dzieł historycznych Moniki Salmon, wielkiej sługi dobrej sprawy polskiej! Szkoda, że nie dostarczyła mi, a przynajmniej nie jeszcze, swojego zdjęcia, mimo mojej prośby; nie ma jej również, co warto odnotować, dziś jako ciekawostkę, na tylnej okładce, gdzie towarzyszy prezentacji jej „profilu”: jakże rzadka skromność!
9) Sporządzono 09-04-26 przez fsz; materiał chroniony prawem autorskim (francuska ustawa z 11 marca 1957 r.).